aaa4
Dołączył: 31 Lip 2018
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Wysłany: Wto 11:52, 31 Lip 2018 Temat postu: zxcxz |
|
|
-Stoj tutaj - polecil Arturowi i przeszedl w glab pokoju. Tym razem nie rozdeptal sparalizowanego Darloksanina. Przyciskajac noga cienka reke, sprobowal wylamac mu palec. Brak chocby najzwyklejszego noza doprowadzal go do wscieklosci. Z ludzkim trupem byloby latwiej, ale obcemu Key nie chcial odgryzac palca. Pracowal tak przez kilka minut, rozdzielajac stawy. Darloksanin zaczal charczec - bol przebil sie nawet przez ogluszenie.
-Prosciej podciagnac go w calosci - powiedzial z ciemnosci Artur. Nietrudno bylo sie domyslic, co robil Key.
-Tak jest ciekawiej - odparl Altos, konczac swoja brudna robote. Podszedl do Artura i przylozyl oderwany palec do plytki sensorycznej. Rozlegl sie szczek - zamek mial niezalezne zasilanie, ale otwierajacym drzwi silnikiem kierowal system centralny. Z pewnym wysilkiem Key wsunal drzwi w sciany.
Dlugi, niski korytarz slabo oswietlaly pomaranczowe lampy. Key uznal, ze nie jest to oswietlenie awaryjne - tutaj musialo byc wlasnie takie swiatlo. Sciany korytarza byly przezroczyste, a za nimi panowal polmrok.
Tam bylo terrarium. Drobny zolty piasek, na nim rozrzucone plaskie czarne kamienie, rzadkie kolczaste krzaczki - i zmije, setki zielonych zmij. Niektore lezaly nieruchomo - wygrzewaly sie? inne skupily sie przy na wpol obgryzionych kawalkach miesa. W odroznieniu od swoich nosicieli-symbiontow, tak dlugo uwazanych za Darloksan, zmije byly miesozerne.
-Sa... rozumne? - spytal zza plecow Keya Artur.
-Nie sadze - odrzekl Altos, nie odrywajac spojrzenia od Darloksan oddzielonych od nich szklem. - Same z siebie raczej nie...
Chodzmy, Arturze, nie jestem biologiem.
Drugie drzwi, otworzone tym samym kluczem, daly im znacznie wiecej. Nie bylo tu wprawdzie niezaleznego oswietlenia, ale przez okno z terrarium padalo slabe swiatlo. Przestronna sala przypominala supermarket albo teatralna rekwizytornie. Rzedy wieszakow z odzieza, starannie wyprana i wyprasowana, pod wieszakami buty w roznych rozmiarach. Na dlugim stelazu lezala bron.
-Coz za nieostroznosc - zauwazyl Key, odkladajac stanner. Wybral sobie ultimatum, ludzka bron, niezmieniona od czasow Wielkiej Wojny. Pasek na ramie pomagal utrzymac dziesieciokilogramowy agregat z metaloceramiki, dwa krotkie boczne uchwyty zawieraly wszystkie elementy sterujace. - Odwroc sie - nakazal Arturowi, mierzac z ultimatum w okno terrarium. Darloksanie grzejacy sie na piasku zaczeli sie poruszac. Jesli nawet ich wlasny mozg dzialal bardzo slabo, potrafili zrozumiec, czym jest bron.
Ultimatum z cichym pyknieciem wypuscilo cienki bialy promien.
To nie byl wlasciwie wystrzal; impulsowy laser wypalil molekuly powietrza na linii ognia, oczyszczajac droge wiazce antyczastek.
Szklo peklo, ognistym gradem wpadajac do srodka terrarium.
W miejscu szyby kipiala teraz sciana blekitnego plomienia - starozytni tworcy ultimatum nie wierzyli w celnosc szkolonych pospiesznie zolnierzy. Ciezki szerokopolowy dezintegrator - to bron, ktora przesadzila wynik niejednego planetarnego boju - wypalal wszystko w plaszczyznie trafienia.
-Teraz jestem gotow do bliskich spotkan - powiedzial Key, odsuwajac sie od fali duszacego zaru. Artur chwycil ze stelaza trzmiela i poszedl za nim.
Innych drzwi nie napotkali, a hipertunelu nie umieli zaktywizowac, wiec Key wypalil jedna ze scian - po krotkim rozblysku odslonil sie przed nimi ciemny, biegnacy w dal korytarz. Zanim tam weszli, Altos wzial od Artura pistolet i rozczlonkowal wszystkie sparalizowane ciala.
Rozdzial 2
Post został pochwalony 0 razy
|
|